Menu

Muzyka to naprawdę mocny narkotyk. Może cię zatruć, podnieść na duchu lub sprawić, że rozchorujesz się, nie wiedząc dlaczego. Adam Neste

The Beatles - "Please Please Me" (1963)

karolinahejmanowska

617VZXZEoHL

Mam szczególną przyjemność napisać o tym zespole.
Dlaczego?
The Beatles to najpopularniejszy i jeden z najbardziej wpływowych zespołów na świecie.
Chociaż nie... To już nie zespół. To marka.
Od debiutanckiego albumu czterech liverpoolczyków minęło obecnie pięćdziesiąt cztery lata (!) a dziś, tj. w 2017 roku, trudno znaleźć człowieka, który nie słyszałby nazwy The Beatles.
Nic zatem dziwnego, że producenci wszelakich gadżetów "zwęszyli" interes i do dziś wśród fanów muzyki wielką popularnością cieszy się wizerunek czwórki angielskich chłopaków.
Wystarczy przejrzeć chociażby jedną z najpopularniejszych stron aukcyjnych - allegro.pl
Znajdziemy tam m.in. ubrania z wizerunkiem członków zespołu, plakaty, piórniki, kubki i wiele innych.
Ostatnio nawet miałam przyjemność przeczytania powieści o trójce przyjaciół z muzycznego pisma "Paper". Jeden z nich, Ray, był zagorzałym wielbicielem muzyki Lennona i kolegów (dla zainteresowanych; "Miłość to wszystko, czego potrzebujesz" autorstwa Tony'ego Parsonsa).
Sama Elżbieta II uhonorowała członków grupy Orderami Imperium Brytyjskiego.

Osobiście nie pamiętam szczegółowego momentu, ani sytuacji, w której zapoznałam się z Beatlesami, ale wiem, że obok muzyki zespołu Queen, Led Zeppelin, Deep Purple było też miejsce na ich sławnych kolegów.

Zanim na rynek wprowadzono gadżety, zanim Beatlesi dostali odznaczenia od głowy państwa i zanim zakończyli karierę - od czegoś musiała się ta beatlemania zacząć.

Na debiucie Beatlesów mamy czternaście utworów, z czego sześć stanowią covery.
Obecnie byłoby to nieprzychylnie postrzegane, jednak w ówczesnej rzeczywistości (a mowa o roku 1963) umieszczanie piosenek innych artystów było standardowym zabiegiem.
Moim ulubionym coverem na tej płycie jest "Anna (Go To Him)". A nawet pokuszę się o stwierdzenie, że jest lepszy od oryginalnej wersji wykonanej przez Arthura Alexandra.
W wykonaniu Lennona słychać tę uczuciowość, której - przynajmniej w moim odczuciu - troszkę zabrakło u Alexandra. "Anna..." to kawałek o niespełnionej miłości, a ciężko o więcej ładunku emocjonalnego niż właśnie w piosenkach o takiej tematyce.
Ostatni, czternasty utwór, to "Twist And Shout", również cover.


Jest to najbardziej rock and rollowy kawałek na albumie. Lennon zaśpiewał w nim z charakterystyczną chrypką i zmęczeniem w głosie; źródła podają, że tego dnia był przeziębiony. Chyba tylko u Beatlesów to mogło wyjść na dobre. ;) Trzeba dodać, że prócz chorego gardła, John zaśpiewał ten kawałek jako ostatni, co również odbiło się na jego zmęczonych strunach głosowych.
George Martin, producent albumu grupy, skwitował to następującymi słowami: "Nie wiem jak oni to robili. Nagrywaliśmy cały dzień, ale im dłużej to trwało, tym lepiej im szło". Można to wyjaśnić bardzo prosto: The Beatles. ;)
Jeśli chodzi o kawałki legendarnej już spółki kompozytorskiej, McCartney/Lennon, to szczególnie podobają mi się sympatyczne "Love Me Do" (wydane wcześniej na singlu), "I Saw Her Standing There", "Do You Want To Know A Secret"... w sumie chyba nie ma znaczenia co tutaj wymienię; każdy utwór na swój sposób jest wyjątkowy.
Jeśli chodzi o wokalizy, już na debiucie da się słyszeć te charakterystyczne beatlesowskie chórki. Muzyka jest nadal sympatyczna (w końcu nikt jeszcze nie słyszał chociażby o Hendrixie), ale już z pazurkiem (wspomniany wyżej "Twist And Shout").
Utwory na płycie nie liczą sobie nawet trzech minut, co zresztą było charakterystyczne dla owych czasów.
Jak na album tworzony w błyskawicznym tempie (wcześniej singlowe utwory "Please Please Me" oraz "Love Me Do" okazały się wielkimi przebojami, co chciano wykorzystać wydając pełnowymiarowy album) "Please Please Me" jest naprawdę doskonały.
Potwierdził to zresztą sukces komercyjny krążka - opinie były naprawdę przychylne.


Jeśli chodzi o listę przebojów - debiut Beatlesów wspiął się na samą górę i pozostał tam aż przez trzydzieści tygodni. Zdołał go zdeklasować dopiero... drugi album Wielkiej Czwórki ("With The Beatles"), na domiar wydany w tym samym roku.
Nawet po czasie album nie brzmi źle - udowodnili to dziennikarze "Rolling Stone'a" w 2003 roku, nadając debiutowi trzydzieste dziewiąte miejsce na dumnie brzmiącej liście "500 albumów wszech czasów".
Piosenki z albumu również poradziły sobie nieźle.
Ten sam magazyn umieścił je na liście "Pięciuset najlepszych piosenek wszech czasów", a mowa o: "I Saw Her Standing There" (sto trzydzieste dziewiąte miejsce) oraz "Please Please Me" (sto osiemdziesiąte czwarte miejsce).
Czwórka muzyków spoglądająca na nas z góry "ozdobiona" przyjaznymi uśmiechami to dopełnienie tego pełnego pozytywnej energii albumu. Trzeba przyznać, że główna siedziba wytwórni muzycznej EMI zyskała bardzo dobrą reklamę.

Osobiście "Please Please Me" jest na mojej liście top 3, jeśli chodzi o albumy Johna i przyjaciół.
Prócz debiutu są to "Help!" oraz - a jakże! - "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" (kolejność przypadkowa).
Beatlesi inspirowali, inspirują i inspirować będą zapewne jeszcze długo. Naprawdę nie sposób przecenić wpływu tego zespołu na późniejszych artystów.

Lista utworów:

1. I Saw Here Standing There

2. Misery

3. Anna (Go To Him)

4. Chains

5. Boys

6. Ask Me Why

7. Please, Please Me

8. Love Me Do

9. P.S. I Love You

10. Baby It's You

11. Do You What To Know A Secret

12. A Taste Of Honey

13. There's A Place

14. Twist And Shout

Skład:

- John Lennon - wokal, gitara rytmiczna, gitara akustyczna, klaskanie, harmonijka

- Paul McCartney - wokal, bas, klaskanie

- Ringo Starr - wokal, perkusja, marakasy, klaskanie, tamburyn

- George Harrison - wokal, gitara prowadząca, gitara akustyczna, klaskanie

Ocena: 10/10

 

© Muzyka to naprawdę mocny narkotyk. Może cię zatruć, podnieść na duchu lub sprawić, że rozchorujesz się, nie wiedząc dlaczego. Adam Neste
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci